Nie przestaje mnie poruszać obraz Pietera Breugla starszego „Droga krzyżowa”. Nie czas i nie miejsce, by dokonywać dogłębnej interpretacji tego bogatego w symbolikę dzieła, chcę jednak odwołać się do jednej rzeczy, narzucającej się już przy pierwszym kontakcie z tym obrazem.

Mam na myśli życie ludzi toczące się jak gdyby nigdy nic, podczas gdy rozgrywa się najbardziej niezwykły dramat w dziejach świata – oto odrzucony i wyśmiany przez ludzi, ledwie żywy po morderczym ubiczowaniu Bóg, niesie krzyż na miejsce swojej ostatecznej kaźni. Wydawałoby się, że wobec tak porażającego misterium, cała rzeczywistość powinna wstrzymać oddech i skierować swój wzrok na tego przedziwnego Boga-Człowieka, torturowanego przez tak bardzo umiłowanych przez Niego ludzi; na tę Niekochaną Miłość, jak w swym słynnym dramatycznym wołaniu, ujął to św. Franciszek z Asyżu. 

Nic takiego jednak się nie dzieje podczas ostatniej ziemskiej wędrówki Mistrza z Nazaretu: Bóg umiera, grupka żołnierzy troszczy się, by droga krzyżowa zakończyła się śmiercią, część tłumu patrzy z satysfakcją jak przegrywa Ten, który śmiał zakwestionować ich wizję Boga, religijności i świata, część tłumu czeka pewnie na znak z nieba, inni zapewne nie dowierzają, że za miłość, dobroć i mądrość, można odpłacić nienawiścią, złem i bezsensownym okrucieństwem. 

Dla wielu innych, męka i śmierć Chrystusa były i są tylko kolejnym z dziejowych epizodów, o którym lepiej zapomnieć i wrócić do swojego życia. Wszak ból, cierpienie, odrzucenie i osamotnienie nie są czymś godnym wspominania. Dlaczego więc chrześcijanie, zamiast skupić się wyłącznie na świętowaniu zmartwychwstania Chrystusa, które wyznają, nieustannie rozpamiętują Jego mękę i śmierć?

Myślę, że odpowiedzią jest po prostu kontakt z rzeczywistością. Życie chrześcijanina jest już przeniknięte Boskim Życiem Zmartwychwstałego Chrystusa, ale rozgrywa się  w świecie, który ciągle podlega prawu nieustannego rodzenia się i umierania oraz związanego z nim cierpienia. Kiedy wszystko dobrze się układa, owszem, łatwo celebrować „zwycięstwo Chrystusa nad śmiercią” i śpiewać radosne psalmy uwielbienia. Kiedy jednak naszym udziałem staje się choroba, odrzucenie, niestabilność życiowa i miliony innych dramatów, myśl o obiecanej niebieskiej nagrodzie staje się szalenie odległa i nierealna. Znacznie bliższy, staje się wtedy Bóg, który nie dokonał naszego odkupienia w białych rękawiczkach, z pozycji tronu swojego majestatu, ale przez tajemnicę wcielenia zjednoczył się z każdym naszym cierpieniem. Nie narzuca nam tego faktu i nie ma pretensji, jeśli nie dostrzegamy tego. Staje się jednak bezcennym źródłem siły  i wewnętrznego pokoju dla każdego, kto zaufa, że w chwilach największej życiowej ciemności warto spróbować oderwać swój wzrok od własnego nieszczęścia i przenieść go na współcierpiącego z nami Boga. 

Świetnie rozumieli to od wieków ludowi twórcy, piszący niezliczone utwory pełne naturalistycznych opisów cierpienia Chrystusa, przeniknięte smutkiem i skruchą. Pieśni te mają tę niezwykłą własność, iż nie są wyłącznie sentymentalnymi, wzruszającymi lamentacjami. Wykonywanie ich w duchu modlitwy, zawsze stanowi misterium, prowadzące uczestnika od estetycznego poruszenia ich surowym pięknem, przez współodczuwanie z męką Chrystusa i - zaryzykuję twierdzenie - „mistyczne zjednoczenie” z nią własnych życiowych cierpień oraz przez żal z powodu własnej grzeszności, która doprowadziła do śmierci Jezusa, aż po oczyszczające doświadczenie głębokiej nadziei, że w każdym krzyżu, jest już początek zmartwychwstania. 

Wielki Post to najlepszy czas, by przez różne formy kontemplacji Męki Pańskiej wejść w głąb tego misterium. Jedną z propozycji pomocnych do wejścia w opisane wyżej doświadczenie zorganizowany przez Fundację inCanto projekt pasyjny wokalistki Zuzanny Kozłowskiej oraz lirniczki Marii Klich. Duet wykona tradycyjne polskie pieśni pasyjne, których kontemplacyjne, lecz zarazem ekspresyjne walory, uwydatni organiczne współbrzmienie ludowego, białego głosu i liry korbowej. Całości wydarzenia dopełnią starotestamentalne proroctwa przepowiadające Mękę Mesjasza, recytowane przez aktorów Marka Wolnego i Jakuba Kosiniaka. 

Niech podsumowaniem tej refleksji, będą słowa jednej z pieśni, które usłyszymy 12 kwietnia o godz. 19:15 w kościele oo. Zmartwychwstańców, ul. Łobzowska 10, jak i 13 kwietnia o godz. 19:00 w kościele parafialnym pod wezwaniem Zmartwychwstania Pańskiego, ul. Szkolna 4 ( Wola Duchacka), podczas wspomnianych wyżej wydarzeń:


Weźmyż to każdy w swą głowę,

Najdroższą śmierć Jezusowę;

Rozmyślajmy ją serdecznie,

Będziem z nim królować wiecznie

Amen.


Dominik Dubiel SJ